Kraków_deszczowy

W kwietniowym, deszczowym Krakowie…

Roi się od murali, vlepek i graffiti!

Do stolicy Małopolski wybraliśmy się 10 kwietnia. Najdogodniejszym środkiem transportu okazał się pociąg, który dowiózł nas do celu w równe 5 godzin, co samochodem byłoby ciężkie do osiągnięcia. A darowany czas mogłem w końcu wykorzystać na nadrobienie zaległości książkowych. Do tego jeszcze bilet był tańszy niż ewentualnie spalona benzyna – same profity!

Udało nam się znaleźć apartament w bardzo dobrej lokalizacji i jednocześnie przyzwoitej cenie, przy ulicy Grzegórzeckiej. Mieszkanie znajduje się naprzeciw targowiska i Hali Targowej gdzie można zaopatrzyć się w świeże warzywa i owoce oraz wszystkie niezbędne produkty spożywcze, dojście na Stare Miasto zajmuje mniej niż 10 minut, a przystanek tramwajowy widać z okna. Jeśli zarezerwujecie pobyt z mojego linka polecającego otrzymacie 50zł zwrotu. Taka sama kwota trafi na moje konto.

Zwiedzanie Krakowa zaczęliśmy od spaceru na pobliski Kazimierz – zaraz po Rynku Głównym najbardziej znanej i rozpoznawalnej dzielnicy Krakowa. Zamieszkana dawniej przez społeczność żydowską dziś tętni życiem przepełniona kawiarniami, restauracjami i tłumami turystów. Przyjeżdżając tutaj nie wiedziałem o Kazimierzu prawie nic, poza tym jakie dziedzictwo historyczne dźwiga na swoich barkach, słyszałem, że jest to miejsce urokliwe i modne.

Pierwsze wrażenie nie było dobre. Pomimo siąpiącego deszczu chodniki pełne były zorganizowanych grup turystów zwiedzających rozsiane w okół synagogi, a ulice zapchane elektrycznymi busikami ze zwisającymi z dachów płatami folii mającej chronić przed opadami. Szukaliśmy miejsca na obiad, chcieliśmy spróbować prawdziwej, żydowskiej kuchni, ale zniechęciły nas wysokie ceny dań serwowanych w najbliższych restauracjach.

Może to przez nieciekawą pogodę, może przez głód, ale obraz Kazimierza wpisał się w nieszczęsny obraz polskiego miasteczka pełnego niegdyś pięknych kamienic, placów i skwerów, lecz dzisiaj zastawionego dziesiątkami samochodów, pełnego nierównych i dziurawych chodników, bud z kebabami i elewacji pokrytych reklamami o wątpliwej estetyce.

Postanowiłem jednak pokazać Wam Kazimierz bez tego wszystkiego. Dwa dni później dałem mu drugą szansę i odkryłem miejsca ciekawe,  urokliwe, historyczne.