Bieszczady 2020

Wróciliśmy.

I z wielką radością donosimy, że Bieszczady są po prostu cudowne!

Dwernik Kamień

Dzień deszczowy

Deszcz kiedyś padać musi. Podczas naszego niemal tygodniowego pobytu wypadł jeden deszczowy dzień. Udało nam się go jednak spędzić bardzo ciekawie.

Z walizek wyciągnęliśmy przeciwdeszczowe kurtki i parasole, zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w stronę Lutowisk. Obecnie jest to mała, zapomniana wieś, której trudno szukać na kartach przewodników turystycznych. Miejsce to jednak poszczycić się może bardzo bogatą historią, która odejść w zapomnienie z pewnością nie powinna.

Kiedyś było to pełne życia miejsce słynące z prężnie rozwijającej się działalności handlowej. Jeszcze w XVIII wieku, za sprawą Augusta III miasto (ówcześnie nazywało się Urbanice) zyskało prawo organizowania 10 jarmarków rocznie. Dla porównania Rzeszów mógł w tym czasie zaprosić kupców na conajwyżej trzy takie wydarzenia.

Leżąca bardzo blisko polsko-ukraińskiej granicy miejscowość odznaczała się dawniej także sporą różnorodnością kulturową. Istotną część lokalnej społeczności stanowili Żydzi. To właśnie miejscowy kirkut postanowiliśmy odwiedzić.

Według różnych szacunków i źródeł, na cmentarzu znajduje się od tysiąca do nawet dwóch tysięcy macew. Znakomita ich większość jest niestety w opłakanym stanie.

W pobliżu kirkutu znajduje się punkt widokowy – Panorama Korony Bieszczadów. Gdyby aura sprzyjała podziwialibyśmy Połoninę Caryńską czy Magurę Stuposiańską.

 

Na deser zostawiliśmy sobie wizytę na torfowisku Tarnawa. Jest to szalenie urokliwe miejsce, a nam spodobało się tym bardziej, że byliśmy tam zupełnie sami. Parking znajduje się za miejscowością Tarnawa Niżna. Co prawda nie ma na nim punktu poboru opłat, to zarówno za postój jak i wstęp na teren Parku Narodowego należy zapłacić w punkcie informacyjnym w mijanej miejscowości.

Połonina Caryńska

Pierwsze skojarzenia z Bieszczadami? Połoniny. Dwie najsłynniejsze to Wetlińska i Caryńska, wymieniane najczęściej w takiej właśnie kolejności. Jako że tę pierwszą podziwialiśmy dwa lata temu, teraz przyszedł czas na jej młodszą, mniej docenianą siostrę.

Nasz spacer zdecydowaliśmy się rozpocząć w Brzegach Górnych, a Ustrzykach Górnych zakończyć. Taka trasa ma niecałe 9 km i nie należy do najbardziej wymagających. Co bynajmniej nie oznacza, że nie dostarcza emocjonujących widoków.

Szlak ma swój początek w miejscowości Brzegi Górne. Bezpośrednio na starcie znajduje się płatny parking oraz punkt, w którym należy zakupić bilet wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Opłata wynosi 8 zł.

Ścieżka zaczyna się od wąskiego, nieco stromego podejścia wprost z parkingu. Po krótkiej chwili trafiamy na… niewielki cmentarz. Mogiły, których jest kilkanaście znajdują się w różnym stanie, przy niektórych stoją niedawno wypalone znicze. Przystajemy tutaj na chwilę. Miejsce skłania do zadumy.

Wracamy na szlak. Leśna ścieżka wiedzie przez jary i strumyki spokojnie piąć się w górę. Trudniejsze podejścia te ułatwiają drewniane schody. Jest cicho, zielono i pusto.

Pół godziny później wychodzimy na otwartą przestrzeń i po raz pierwszy tego dnia doświadczamy magii bieszczadzkiej panoramy.

Teraz wspinamy się już po grzbiecie góry aż na sam wierzchołek. Dookoła nas roztaczają się coraz piękniejsze widoki. Przy tabliczce informującej o osiągnięciu szczytu, odpoczywa kilka osób. My także decydujemy się na chwilę relaksu. Musimy jednak usiąść od „zawietrznej”, bo połoninę dość mocno smaga wiatr. Podmuchy towarzyszą nam jeszcze przez dłuższy czas, idąc w dół musimy naprawdę uważać by nie stracić równowagi.

Z Ustrzyk do Dołżycy wracamy busem. Przystanek znajduje się w samym centrum miejscowości, przy skrzyżowaniu lokalnych dróg. Bilet kosztuje 10 zł.

Wołosate.

Najdłuższą trasę tego wyjazdu przeszliśmy następująco: Wołosate – Przełęcz Bukowska – Berdo – Rozsypaniec – Halicz – Przełęcz Goprowska – Przełęcz pod Tarnicą – Wołosate. Tarnicę odpuściliśmy. Raz, że byliśmy tam ostatnim razem, a dwa, że musielibyśmy odstać swoje w kolejce 😉